"Kto by się spodziewał...Że chłód,może
być tak ciepły?Że światło może być,takie ciemne?Czy dzień może być
dniem?Może?Czy na wszystko są odpowiedzi?Zapewne nie i zapewne
tak."-moje rozmyślania przerwał mi wiatr.Spojrzałam na wschód i na
zachód.
-Ten zapach....-szepnęłam.-Taki obcy...I taki znajomy. Wstałam jak oparzona. -Wilk...-szepnęłam przez zęby i zmrużyłam oczy. Zeskoczyłam i otrzepałam się niby z wody,wtem ma sierść stała się niewidzialna jak sama ja.Kryłam i skradałam się jak cień,którym jestem...W który się zmieniam.Stanęłam przed waderą.Sierść miała nimby beżową, w deszczowej poświacie.Stałam wolno oddychając,czekałam na dobry moment,kim jest o czym myśli?Rzuciłam kamieniem wilczyca skupiła się na dźwięku,a ja zaraz przybrałam widzialną poświatę.Wadera zaraz na mnie spojrzała. -Kim jesteś?-spytała ostrożnie. -My?! -Zaraz jest tu ktoś jeszcze?-spytała patrząc za mnie. -Nie strugaj głupca wadero!Jesteśmy tylko my!A imię nasze brzmi Immortal! -Miło mi, ja jestem Luic.Ale czemu krzyczysz? -My krzyczymy?!NIE WIESZ CO TO KRZYK!-wrzasnęłam. -No cóż...-szepnęła. -Możecie przybliżyć nam gdzie się w ogóle znajdujemy i czy jest tu ktoś jeszcze?! <Luic?!> |
||
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz