Był pochmurny dzień. Niebo przykryły ciemne chmury. Las zamilkł, jakby
nigdy nie było w nim życia. Siedziałam pod skalną skarpą. Rozglądając
się, nie dostrzegałam niczego. Albo może po prostu nie chciałam nic
dostrzec? Zerwał się chłodny, typowy dla późnej jesieni wiatr.
Weszłam pewnym krokiem do lasu. Drzewa rosły blisko siebie, dzięki czemu
wiatr tu nie miał dostępu. Poczułam zapach... Zapach, którego nie
czułam od miesięcy. Wilk. Był niedaleko, gdzieś w lesie. Zaczęłam
podążać za tym śladem..
W końcu dotarłam do miejsca, w którym woń była wyraźna. Wilk, a raczej
wilczyca, była gdzieś w pobliżu. Możliwe, że kilka kroków przede mną.
Rozerzałam się. Nikogo nie było widać, jednak wadera musiała być blisko.
Ruszyłam dalej.
Nie myliłam się. Kilka, może kilkanaście kroków przede mną, siedziała
szarawa wilczyca. Nuciła coś sobie pod nosem. Uchwyciłam tylko słowa
''krople deszczu..''. Podeszłam bliżej.
WIlczyca odwróciła się w moją stronę. Miała spokojną minę - widocznie wiedziała o mojej obecności od dłuższego czasu.
- Kim jesteś? - spytała przyjaznym tonem.
- E... Naiva - mruknęłam. - A Ty?
<Luic?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz